Więzienie Irenikusa cz.1Więzienie Irenikusa cz.2 Promenada WaukeenSlumsyZajazd Miedziany DiademPodziemia Zajazdu Siedziba Łowców NiewolnikówKula Sfer Dzielnica CmentarnaNiższe grobyPołudniowy GróbDzielnica Mostów Doki Dzielnica Świątyń Kanały Siedziba Kultu Niewidzącego Oka Zapomniane Miasto Dzielnica RządowaBramy Miasta Twierdza de'Arnise Twierdza de'Arnise: 1 Twierdza de'Arnise: 2 Twierdza de'Arnise: lochy Wzgórza UmarRuiny Świątyni Świątynia AmaunatoraWzgórza Wichrowych WłóczniKryjówka Lorda Firkraaga TargowoGaj DruidówBrynnlaw Przytułek Czarowięzy Labirynt A Labirynt B Labirynt CPodwodne miasto Podmrok Ust Natha Tunele Łupieżców Umysłu Tunele Kuo-Toa Wyjście z PodmrokuSuldanessellarPiekłoPrzypadkowe lokacje Saradush • Saradush-Kanały Saradush-WiezienieLochy Zamku Gromnira II-Khana Zamek Gromnira Północny lasŚwiątynia NyaleeMaszerujące górySiedziszcze Yaga Shury ISiedziszcze Yaga Shury IIObóz Yaga Shury OazaAmkethran Kryjówka Abazigala Las Sendai Enklawa Sendai Melissana Twierdza StrażnikaTwierdza Strażnika-Poziom 1 Twierdza Strażnika-Poziom 2 Twierdza Strażnika-Poziom 3 Twierdza Strażnika-Poziom 4Podziemia Illytydów Podziemia GithyankiTwierdza Strażnika-Poziom 5Demogorgon
Taki osobisty żarcik ;-) Solaufein

Maheer - Nie władam kunsztem produkcji oręża. W mieście jest jednak przedni kowal krasnolud, który posiadł ten talent. Imię tego GRUBASKA brzmi Cromwell, panie...


Arnolinus (na pytanie: co to za miejsce zadane w jego zakładzie) - Sądzywając po sztabach żelaza, rozżarzonych węglach i po kowadle Arnolinus mógłby powiedywać, że to zbrojownia. Ale Arnolinus mógłby się myliwać, bo on nie miewać tyle sprytu co ty.

Arnolinus - Arnolinus myślewać, że jesteś chamskim kawałkiem pękniętej rudy!


Drogosław - Hej! Ty tam! Gościu w czarnej kurtce!
Yoshimo - Mam rozumieć, że do mnie mówisz?
Drogosław - Tak, do ciebie mówię! Widzisz tę wspaniałą kulę? - wskazuje na kulę sfer -Możesz ją mieć na własność za marne 500 sztuk złota! Co ty na to?
Yoshimo - Powiedziałbym, że sprzedajesz ją o wiele za tanio.
Drogosław - Tak... eee... tak myślisz? Za tanio?
Yoshimo - Oczywiście. Spójrz na tę konstrukcję, ten rozmiar. Można by tam pomieścić cała armię. Jak w zamku.
Drogosław - Tak... chyba masz rację, panie! Odtąd cena wywoławcza brzmi 10000 sztuk złota!
Yoshimo - Doskonale! Pozwolę sobie zauważyć, że twoje umiejętności kupieckie są doprawdy niezrównane.
Drogosław - Dzięki! Jesteś całkiem bystry, jak na gościa, który wygląda jak opryszek.

Sklepikarz - Ach, kradzione to takie względne pojęcie, panie. Trafniej byłoby powiedzieć, że dzięki różnorakim sposobom dotrały one na rynek zajmujący się ich redystrybucją.

Tirthold (o kuli sfer) - Zbudujemy wokół kuli świątynię! Tak.. tak, świątynię! Wierni z najdalszych krańców świata będą przybywać, żeby ją zobaczyć! I będziemy... będziemy pobierać opłaty za wejście! Tak! Opłaty! OOO! To dopiero jest dobry pomysł...

Czarnorynkowy złodziej - Oni wydarliby tajemnicę nawet ze zdechłego karalucha, jeśli dostaliby za to tylko odpowiednią ilość złota.

Trax - Jesteś oskarżony o uchylanie się od podatków oraz nielegalną sprzedaż nielegalnych przedmiotów w nielegalny sposób.

Dziecko - Mój brat zdzielił mnie przez łeb dzisiaj rano. Zapłaci mi za to. Mogę cię wynająć żeby mu wchromolić?

Brelm - Znam Ribalda od ... hm ... od czasu tej małej przygody w Dolinie Cienia. Prawda, Riblad?
Riblad - Nigdy cię nie spotkałem w Dolinie Cienia, Brelmie. Upiłeś się tutaj cztery miesiące temu i nie pojechałeś.
Brelm - AAA, nie słuchaj go. Co on tam wie?

Jahaboam - Ech, i nie oglądaj się za światem. To same wyprzedaże chleba i masła.

Jidek - Gdy tylko rodzice pozwolą zamierzam zostać wielkim wojownikiem i awanturnikiem...

Troll - Moja matka bardzo starala się bym otrzymał dobre wykształcenie, więc posłała mnie do tych tu hobgoblinów. Są naprawdę rozgarnięte!

Główny bohater - Czy mogłabyś rzucić jeszcze trochę światła na tę sprawę?
Bodhi - Cóż, nikt jeszcze nie posądził mnie o rzucanie światła...
(Bodhi to bardzo zły wampir o sercu czarnym jak atrament).

Napotkana osoba - Był tu taki możny w dokach przez jakiś czas... Serio,
to jakieś cuda, że nikt się jeszcze nie kwapił, co by go obrabować!


Chłopak - Moja mama pracuje Pod Miedzianym Diademem. Kto to jest dziwka?

Zaelas (o różdżce) - Pomagałem Sassarowi badać tę laskę...

Adalon - Wtargnął do mojej jaskini i odebrał mi - moje jaja...

Jarlaxle - Masz jeden dzień, by zdobyć moje klejnoty!


Yarin - Jestem kilka dni do tyłu za snem i kilka tygodni do przodu z piwem.

Barg - Nigdy nie spotkałem flaszki, z którą bym się nie zaprzyjaźnił!

Winthrop - Moja oberża jest czysta jak tyłeczek elfiej panny.


Desharik (oto prawdziwy pokaz kultury wobec kobiety) - Madam, jesteś żarłoczną, ryjącą świnią.

Neira - Może to niezbyt kobiece, ale poderżnę Wam gardła, jakem żywa!

Korgan - Nalio jesteś przerośnięta, długoszczudła i nie masz brody. Brzydzisz mnie.

Korgan - Ciemność! Dobra na podchody i co by się pozajmować dziewką!


Jan - A poza tym ... zostawienie was tutaj to byłoby jak odwracanie się plecami do interesu trzy miedziaki za baryłkę rzepy. Tego się po prostu nie robi.

Tiax - Nikt nie będzie stał, gdzie Tiax stoi, chyba, że Tiax na nich wejdzie.

Desharik - I to sprawia, że stanowisz zagrożenie? Znam wiele osób, które nie odróżniłyby swego tyłka od wykopanej w ziemi dziury. I całkiem nieźle sobie radzą.

Lonk Rozumny (miłe przywitanie w wariatkowie) - Ja? Zajmuję się takimi czubkami jak TY. Upewniam się, że nie zrobicie sobie krzywdy swoimi niestabilnymi mocami. I ciastka. Robię ciastka.

Lilarcor (rada na wzbogacenie się) - Hmmm, znajdź kogoś bogatego i go zabij. Znajdź kogoś bogatszego i też go zabij. Rachu, ciachu i dorobisz się fortuny.

Korgan - Wyglądacie mi na takich, którzy dają sporo zajęcia grabarzom.

Korgan (trafienie krytyczne) - Prosto w czerep!

Korgan - Czego teraz, łachmyto?

Korgan (zaczepiony) - Jużem słyszał to szczekanie.

Edwin - Beznadziejna, małpia robota.

Ajantis (podczas przechadzki po Beregrost) - Zmęczyłem się.
Chloe - Śmierdzisz.

Aldeth Sashenstar - Naucz sie dobrych manier, bydlaku!

Eldoth - Jesteście tacy tępi.

Kivan - Czy musimy naśladować krasnoludów, pełzając przez te królicze nory?

Sunin - Wasze mizerne umiejętności są niczym wobec mojej magii!

Perdue - Bedziedzie mnie jeżdże nudzić?


Kobold Szaman - OBRAŻAĆ NAS, ŻE CHCIEĆ KUPIĆ WIELKI KIJ! OBRAŻAĆ NAS WSZYSTKICH I ... Ech, ile ty mówić? Co to być?
Główny bohater - 2000 sztuk złota za chwałę waszego królestwa.
Kobold Szaman - Tak, chwała imperium, tylko ... Kijek twój. Bawić się dobrze powyżej.
Kobold 1 - Reaaagh ... co?!
Kobold 2 - Hę?
Kobold Szaman - My żyć w kanale, glupi! Śmierdzący, nie zabawni! Wy siedzieć i mieć królestwo. Głupi numer, trzeba nowy przywódca. Ja iść plaża i złoto. Cześć!

I wówczas doszło do kłótni i buntu, a IMPERIUM KOBOLDÓW KANAŁOWYCH straciło dawną świetność. A ty odszedłeś z wielki kijek w ręce.


1) a szacunek Edwina:

Edwin (do króla Sahauginów) - Może byś się tak do nas odezwał, kijankopodobny cosiu. Jak się tu dostaliśmy? (Jeśli to w ogóle potrafi mówić. Tego typu istoty znane są
bardziej ze smaku swych udek... ).
Edwin (także do króla) - Hmm! A! Wiesz to właśnie nasze zadanie: umożliwić kijankom odzyskanie ich dominującej pozycji w świecie. (Głupiec! Sekolah powinien był obdarować je mózgami!).

2) a opinia Jana:

Jan (o ultimatum postawionym przed drużyną przez króla Sahauginów) - Słyszałem już wcześniej tę melodię. Ona jest na liście starych przebojów razem z Zawiedź mnie, a cię zabiję. A może w tym przypadku, to jej przeróbka śpiewana przez niesławnego barda ogrów Chumba - Khana - Zawiedź mnie, a cię zjem. Oczywiście, zawsze moglibyśmy po prostu wyjść...

3) zamierzchłe dni Sahauginów przedstawia Widz:

Widz - Sahaugini atakowali, a on nie chciał, by skrzynia dostała się w ich ręce, kiedy umrze ... i wtedy pojawiłem się ja, z kontraktem na 99 lat. Zostało mi jeszcze 40. Trzeba przyznać, że ten drow nie był wcale zabawniejszy od Sahauginów. Choć nie śmierdział tak bardzo. Już chyba nigdy nie zjem ze smakiem ryby...błe.

Widz - ... o, to mi o czymś przypomniało. Obiecałem temu małemu pomyleńcowi, Sahauginowi, że postaram się odstraszać intruzów... No to... UUU! Tyle mniej więcej jestem skłonny włożyć w to wysiłku (wzdycha). Wiesz, doskwiera mi tu samotność.

Widz - Pamiętaj jednak, że drow, który mnie do tego wyznaczył był pomylony. Ale hejże, kimże ja jestem, by wydawać takie sądy. Od 60 lat gram przecież z parą chochlików w kółko i krzyżyk.


Widz - Hmm. No, więc, gdy włócznia przeszyła mu miejsce, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę, usłyszałem jak krzyknął mój kufer. Mogło mu wieć chodzić o JEGO WŁASNY KUFER.

Merinid (drow) - Ku ich przerażeniu dach z trawy nie wytrzymał ciężaru i tron runął w dół, miażdżąc Matriarchę. To smutna, smutna historia o pierwszych gorzkich lekcjach jakie mieliśmy brać od lasu w tym mrocznym miejscu ... ale i niesie aktualny morał. Czy wiesz co to za morał, mężczyzno?
Jan - Hmm. W robionym z trawy domu nie trzyma się tronu?
Merinid - Tak! Tak! Dokładnie tak!


Minsc (na pytanie o krainę Rashemen i jej autentyczność)
- Nie, ta kraina jest tak prawdziwa jak sam Minsc, lecz nawet większa!

Minsc - Boo czasami mamrocze coś o swych przyjaciołach chomikach, którzy przyjdą żeby was pozabijać. Ale to tylko taki zły humor, więc nie przejmuj się...

Minsc - Nie ucz chomika dzieci robić!

Minsc - Potrzebna mi szybka pomoc. Boo jest za młody żeby mnie pomścić!

Minsc - Nabij mi się na miecz nikczemniku, póki możesz, bo ja taki dobry nie będę!

Pehllus Tanislave - Nuży mnie już to czekanie. Jeśli będę musiał dalej tu stać, naprawdę ogarnie mnie irytacja.
Minsc - Być może niektórzy ludzie potrzebują po prostu zgrabnego kopniaka w czułe miejsce.
Pehllus Tanislave - Cóż, być może takie metody naprawdę mogłyby się powieść.
Minsc - Powieść?! Nie, dziękuję, nie mam czasu na lekturę. Zbyt wiele pracy przede mną.
Pehllus Tanislave - Hmm. Przydałoby się w Radzie Sześciu więcej takich ludzi jak ty.

Jan - Wiesz, po pierwszej setce młodość nie jest już do końca tym, czym ją zapamiętałeś.

Jan (umierając) - Tylko nie zapomnij mnie wskrzesić.

Jan - A masz ty ścierwo. Rzepa ci się nie podoba?!

Jan - I ... i ...podzielili Rintina na sześć części, o tak. Przykra historia. O ile nie jest się rzepą!

Jan - Hrmf. Niektóre czarne chraktery po prostu nie chcą umierać. Zabijasz ich raz, potem drugi...to jakaś kiepska sztuka. Cóż, oto nadzieja na przyzwoity koniec...

Jan (poproszony o zadanie ciosu w plecy) - Zrobię to ... za rzepę!

Jan - Nie ma to jak w domu, he, he... Zaraz, ja tu nie mieszkam...

Jan - Tam skąd pochodzę, rzepa to poważna sprawa. Powinniście widzieć jak ciotka Berta wparowuje do środka, uzbrojona po zęby, tocząc wojnę z ciotką Binny o prawa do jej ciasta rzepowego. Cała wioska prawie się o to pobiła ... najgorszy kryzys od czasu głodu gryfów w 22. Ach, nostalgia...

Jan - Tak, mam ten mały problem od czasu, gdy byłem o tycim gnomem. Gdy robi się ciemno wszyscy świecą się na czerwono. Coś takiego może nieźle przerazić dziecko. (chyba domyślacie się, że chodzi o infrawizję)

Jan - (...) Pamiętam to jakby ktoś wypaliłby to w mojej pamięci płonącym kijem... Co właściwie niewiele mijało się z prawdą...

Jan - Hm. Jeżeli przebywasz za długo w tej grupie zaczynasz czuć się jakbyś złapał calimshyńskiego świerzba, no nie? No, może pomijając to drażniące swędzenie i wysypkę, ale to i tak podobne...

Jan (samokrytyka?!) - Łatwiej powiedzieć, niż zrobić, a ja wiem, jak łatwo jest mówić.

Jan - Przypomina mi mojego kuzyna Biurogarda. Najbardziej samolubny gnom, jakiego kiedykolwiek widziałem, nie oddałby ci rzepy za nic. Cóż, może raz dał jedną wujkowi Drapakowi, ale ten trzymał go nad kotłem z gotującą się...
Korgan - Dość, gnomie! Twoje historyjki zaczynają uwierać mnie w brzuchu. Jeszcze jedno twoje słowo i rozszarpię cię na strzępy, przysięgam.
Jan - Cóż, dobra. Chciałem tylko dodać, że Biurogard został zjedzony przez gryfa, który terroryzował okolicę i przyprawił bestię o śmiertelną niestrawność. Tak więc czasem nawet najbardziej samolubni z nas coś z siebie dają.

Jan - Znam tego człowieka, ale skąd? Nie pamiętam.
Korgan - Chochlikowi nie udało się rozwinąć swej przeważnie długiej historii. Niech będzie chwała, koniec musi być blisko.
Jan - Hrmf!

Jan - Coż, jeśli napiszą o nas książkę, to mam nadzieję, że będą pamiętać o tym, kim byli PRAWDZIWI bohaterowie. Naprawdę nie chciałbym zostać przedstawiony jako jakiś podnóżek, którego zabijają w pierwszym starciu, wiesz...



Jan - Mówili, że Umar lubi małe dzieci, a jej dom jest zrobiony z czekolady i cukierków (osobiście uważam, ża bardziej kuszący byłby dom z rzepy, ale...)



Jan - A więc Valygarze jak ci się podoba bycie łowcą?
Valygar - Znowu zamierzasz uraczyć mnie jedną z tych swoich niesmacznych
historyjek, mam rację?
Jan - Cóż, jeśli już o to pytasz, to tak. Tak się składa, że moja ciotka Petunia jest łowczynią, nie wiesz o tym?
Valygar - Nie, nie wiedziałem, że twoja ciotka była zwiadowcą.
Jan - Miała zwykłych popleczników: hydrę, smoka cienia i solara. Miała smoka, którego nauczyła wywracać się na plecy , udawać martwego i zbierać krasnoludy. Wydaje mi się, że nazwała go Czarnulek. Kochał biegać, bawić się i wylegiwać na słońcu.
Valygar - Oczywiście.
Jan - Podróżowała daleko i często, a solar Larry zawsze byl obok niej walcząc za złem, drwiąc z druidów i takie tam.
Valygar - Hmm, hmmm.
Jan - Tak czy inaczej, chodzi mi o to, że Petunia i Larry ruszyli na przechadzkę do lasu. Ona miała na sobie swoją zbroję z owoców, taka była wtedy moda, rozumiecie. Ciotka Petunia zawsze nosiła najmodniejsze rzeczy.
Valygar - Do tego nie trzeba słów.
Jan - Larry'ego dopadła jakaś paskudna zaraza...
Valygar - Och, nadszedł już czas? Chyba muszę objąć straż na przedzie. Wiesz dobrze, jak Aiki traktuje swoje obowiązki.
Jan - Dobrze. Dokończę tę opowieść przy najbliższej okazji.
Valygar - Nie mogę się doczekać...

Anomen - Doprawdy, to wyzwanie dla obdarzonych słabą wolą. Uczestniczyłem już w wyprawach przeciwko olbrzymom i 20 tych podstępnych bestii padło z mojej ręki.
Jan - Czy kiedykolwiek opowiadałem ci o orku z lobotomią, mój drogi rycerzu Anomenie?
Anomen - Nie, i nie mam ochoty tego słuchać.
Jan - Cóż, tak czy inaczej, jak byłem mały, mama dawała mi miskę żwiru, bo tylko na to było nas stać, i opowiadała nam tę przypowieść. Tak więc słuchaj, rycerzu, chyba, że chcesz jeść żwir.
Jan - Żył raz ork o bardzo zniszczonym umyśle, nazywany Ano. Pewnego dnia Ano truchtał przez las, szukając byczych odchodów, którymi mógłby wypchać swój materac, kiedy natknął się na wyjątkowo interesującą sytuację. Dzielny i szlachetny rycerz o imieniu Jen Błyskotliwy walczył ze złym olbrzymem. Ano był świadkiem, jak Jen zabił swego przeciwnika.
Jan - Rycerz odjechał, by uratować kilka małych dzieci od złej wiedźmy, znanej też jako szlachcianka, która starała się otruć biedactwa. Tak czy inaczej, Ano odciął głowę upadłego olbrzyma i ruszył do swego domu w wiosce Orcze Łajno i ogłosił, iż to on zabił potwora.
Anomen - Ostrzegam cię, gnomie. Natychmiast zaprzestań mleć ozorem!
Jan - Czy wspominałem o tym, że Ano miał nieznośny nawyk przerywania innym? Tak czy inaczej, brat olbrzyma dowiedział się o śmierci swego krewnego i o tym, że jego głowa pojawiła się w Łajnie. Dopadł on Ano, który jak głupi napychał swój materac byczymi odchodami i wrócił do jaskini z orkiem wepchniętym za pas.
Jan - Za karę za zabicie swego brata, przywiązał on do głowy orka jeżozwierza i zaczął czyścić przy pomocy tak skonstruowanej szczotki swoją latrynę. Ku wielkiemu rozczarowaniu olbrzyma, Anowi się to spodobało.
Jan - Ekscytująca opowieść! Kocham ją opowiadać!
Anomen - Już dłużej nie ścierpię twoich obelg, skarlaku!
Jan - Uspokój się, Ano. Nie chciałem ci obrazić. To tylko przypowieść opowiedziana mi przez moją najdroższą zmarłą matulę.
Anomen - Nie zapomnę ci tego, gnomie! Od twej krwi ubrudzi się mój miecz!
Jan - Gdy tylko chcesz spróbować, Ano.

Drizzt - Powiedzcie mi, czy w czasie swych podróży nie widzieliście gdzieś czasem, no tego ... różowego młota bojowego?
Bruenor - Do licha, Drizzt, mój młot nie jest RÓŻOWY!
Regis - No cóż, musisz przyznać, Bruenorze ... że dzięki czarom Cirine, to jednak trochę świeci na różowy kolor...
Bruenor - Jest czerwony! Czerwony, mówię ci! Nazwij go różowym jeszcze raz, niziołku, a dostaniesz bilet w jedną stronę do Otchłani!
Wulfgar - Byłem tam, nic nadzwyczajnego.

Korgan (do Viconii) - Nie gadaj do mnie tak brzydko czarnulo. Jak coś się rusza, to to zabijam, ale jak spotkam drowa, to wpierw go przez parę dni torturuję.

Korgan - Uważaj, Mazzy. Mam coś długiego, twardego i sięgającego aż do ziemii, co możesz se dotknąć i pieścić. Dziecko, nie ma się co czerwienić. Mówiłem o swoim toporze!



Korgan - Wytrząsłem dość swe flaki podczas tej wycieczki i czuję się bardziej pusty niż głowa niziołka. Nigdy już nie zapędzicie mnie na statek!

Edwin - Edwin to, Edwin tamto, niech ktoś da tej małpie banana!

Yeslick - Niech się spełni wola Clangeddina.


NAPISY NA NAGROBKACH

Charles
O jedna uwage za dużo.
O jeden dzień za późno.
-------------------------------------------------------------
Tu spoczywa Andrew, którego zbroja nie była najlepszej jakości.
-------------------------------------------------------------
Tu spoczywa John W.:
Spojrzał w górę szybu kopalni.
Chcąc sprawdzić, czy wóz w dół zjeżdża.
I zjeżdżał.
-------------------------------------------------------------
Tu spoczywa ciało Roba.
A jeśli nie, to -proszę- wezwijcie grabarzy.
-------------------------------------------------------------
Dave F., zabity przez 13 Gibberlingów, 4 Koboldy, 6 Ogrów i 2 Straszne Wilki.
Ne invoces expellere non possis. (Nie przyzywaj tego, czego nie zdołasz pokonać).
-------------------------------------------------------------
Tu spoczywa Tobyn,
Który wierzył w dobroć wszystkich. Zginął z rąk zombich, pytając je o drogę.
-------------------------------------------------------------
Mike: Lecę w górę, ku jasnemu światłu... czekaj teraz spadam. Co za PIEKŁO!
-------------------------------------------------------------
Dean.
Zwinny, podły, morderczy, martwy.
-------------------------------------------------------------
Ostatnie słowa Larry'ego:
Rozdzielmy się: pokryjemy więcej ziemi.
-------------------------------------------------------------
To miejsce ostatniego spoczynku Elbena, Którego ankheg życia pozbawił. Zjedzony, ale nie zapomniany.
-------------------------------------------------------------
Nieznajomy stąpaj cicho, gdyż Mark B., Dentysta, ostatnią swą dziurę wypełnia.
-------------------------------------------------------------
Tu spoczywa Henrik:
Spalony nieszczęśliwie. 13 Mirtul 1358 W wyniku wybuchu lampy Wypełnionej Nie wybuchającym Płynem Łatwopalnym P.J.Stanforda.
-------------------------------------------------------------
Kiedy powiedzieli ozyw nieumarłego, Biedny Tony wziął to zbyt dosłownie.
-------------------------------------------------------------
Wszyscy umierają, tak już jest w tym życiu.
-------------------------------------------------------------
Kiedy nie będę już potrafił stać o własnych siłach, nadejdzie czas na śmierć.
-------------------------------------------------------------
Bestiae sumus, ut non bestiae simus. (Bestiami jesteśmy, by bestiami się nie stać.)
-------------------------------------------------------------


Buntownik
.
Sen? Nie potrzebuję żadnego śmierdzącego snu.
-------------------------------------------------------------
Text Szalonego Kelvana do Minsca: Był raz wojownik, nikt nie mógł sprostać mu, Lecz bóg rozumu nie dał mu. Ale spotkał chomika poodzas swej podróży wymarzonej, On dał mu trochę swej mądrości niezmierzonej, I teraz gdzie podąża on, podąża też Boo!

----------------------------------------------------------------

Sir Anomen: Edwino! Będę twoim rycerzem podczas następnego turnieju. Wpierw jednak musisz mi dać kawałek swej szaty, ee... to znaczy sukni, abym mógł udekorować nim moją tarczę.
Edwin: (Mój stan działa na głupców jak lep na muchy). Milcz, idioto! Twoje pragnienie śmierci jest większe niż twój spuchnięty łeb.
Sir Anomen: Edwino, doprawdy boleję nad tym, że odrzucasz moją propozycję. Być może zmienisz decyzję, kiedy przybędzie twój comiesięczny demon. He he he...

--------------------------------------------------------------------

Jan Jansen: A więc, Viconio, podejrzewam, że jesteś drowem, hę?
Viconia: Milcz, kiedy mówią lepsi, niewolniku z powierzchni.
Jan Jansen: Mój brat, Elgar Maślanka też miał skórę w kolorze węgla drzewnego. Cóż, tak właściwie to BYŁ węgiel. Umarł w paskudnym pożarze, rozumiecie.
Viconia: Uwielbiasz brzmienie własnego głosu, prawda gnomie?
Jan Jansen: Mojego własnego głosu? Dziwka bez serca! Nie wiesz? Jestem głuchy. Nigdy nie słyszałem dźwięku własnego głosu. Czytam z warg...(szloch)...tylko z warg...
Viconia: Głuchota? Doprawdy? W Podmroku głusi są zabijani albo wykorzystywani podczas eksperymentów nad progiem bólu.
Jan Jansen: Słyszałem to! Tak właściwie, to przypomina mi to czas, kiedy pożarł mnie awatar Lolth. Siedziałem wiele dni w jej żołądku wraz z żałosnym drowem zwanym Biffle Chump. Oczywiście, w końcu musiałem go zjeść. Kwestia przetrwania, rozumiesz. Nic osobistego. Smakował podobnie jak kurczak.
Viconia: Aiki, jak to się stało, że podróżujesz w towarzystwie takiego zasmarkanego bufona?
Aiki: Szczeże mówiąc, wszystko zaczęło się, kiedy kuzyn Jana, Plooty Paladinpiper, wziął udział w odpychających zawodach w jedzeniu mięsa golema...
Jan Jansen: Tak, Plooty miał sposób na zwracanie uwagi golemów. Naprawdę, genialny. Zaczynasz od spodka z mlekiem - golemy to istne psy na mleko...
Viconia: Nawet nie chcę o tym słyszeć.

--------------------------------------------------------------

Minsc: Boo też ma małe ząbki w porównaniu z ryboludźmi, ale kiedy wgryzają się w twoje oko, ból jest dokładnie taki sam, tak jest!

---------------------------------------------------------------------------

Drogoslaw: Hej! Ty! Panienko!
Mess'aline (bohaterka): Mówisz do mnie?
Drogoslaw: Tak do ciebie mowie. Widzisz te wspaniala kule?- wskazuje na kule sfer-mozesz ja miec na wlasnosc za jedyne 500 sztuk zlota!
Mess'aline (bohaterka): Nie znajdziesz kogos tak glupiego by ci uwierzyl...
Minsc: Patrz Boo! To naprawde ładna kula! A 500 sztuk złota to naprawde nie duzo...

-------------------------------------------------------------------------

Faere: Mówiłam do niego Salaufeinie .Kiedy odezwę się do ciebie, to tylko po to, by nakazać ci lizanie mych butów.

-----------------------------------------------------------------------

Faere: Jesteś mi przydatny Veldrin. Potężny z ciebie mężczyzna... wart jesteś mojego łoża. Zostaniesz tu przez jakiś czas i będziesz zapewniał mi rozrywkę. Pójdź.
Veldrin (bohater): Ja nie mogę tego zrobić Feare.
Faere: Co to znaczy 'nie możesz'? Rozkazuję ci! Dlaczego się wzdrygasz?!
Veldrin (bohater): Bo jest tak jak mówię... Nie mogę tego zrobić!
Faere: Czyżby ... czyżby ci chodziło o jakąś fizyczną ułomność? Na pewno żartujesz.
Veldrin (bohater): Nie żartuję. Jestem... eunuchem...
Faere: (wzdycha) Będziemy musieli rozwiązać ten problem... ale nie mam teraz czasu. Myślałam, że lepszy z ciebie mężczyzna, Veldrin .A niech to! Nieważne.

---------------------------------------------------------------------

Gdy w Podmroku idziemy wykraść smocze jaja to przy wejsciu do skarbca w świątyni atakuje nas dwójka strażników-drowów a nad ich głowami pojawia sie frywolna sentencja Chroń jaja ;) Wzruszająca troska :)

------------------------------------------------------------------------

(...)
Minsc: Ale pytanie Boo jest tak osobiste... że na samą myśl o nim pąsowieję, aż po same gatki.
Aerie: Ach tak. No to niech Boo mnie spyta i zrzuci ten ciężar z serca. Przecież...nie chcemy, żeby chomik tłumił w sobie taki niepokój, prawda?
Minsc: Co za przenikliwość! Takie tłumienie mogłoby doprowadzić do różnego rodzaju niechomikowatych wybuchów! No więc... Boo jest ciekawy, dlaczego nie wypełniasz wszystkich swoich obowiązków, od kiedy jesteś naszą wiedźmą?
Aerie: Moich obowiązków? Zdawało mi się że masz mnie ochraniać...(...) A co w tym takiego osobistego?
Minsc: Po siedzeniu w krzakach(...) nabawiliśmy się z Boo Calimshyckiego świądu w dość... imtymnych miejscach. Jakiś odpowiedni medykament byłby mile widziany!
(...)
Minsc: Wielkie dzięki, Aerie! Wkrótce Boo będzie mógł znowu myśleć o kopaniu tyłków, a nie o drapaniu swojego, a i mnie z tego powodu bardzo by ulżyło!

-------------------------------------------------------------------------------

Dialog 1:
Brelm: Uważaj na złodzieji w slumsach i w porcie. Ja... ja się nie martwię. W zeszłym tygodniu zabiłem trzech.
Ribald: Chcesz powiedzieć, że w zeszłym tygodniu trzy razy okradli Cię kieszonkowcy.
Brelm: Ej, nie opowiadam chyba o Tobie, co nie?

Dialog 2:
Brelm: Ach, tęsknie za dniami pełnymi przygód...
Ribald: O jakim poszukiwaniu przygód mówisz?
Brelm: Dniami pełnymi przygód! Gdy byłem poszukiwaczem przygód, do licha! Mam ci to przeliterować?
Ribald: Myślałem, że jesteś szewcem.
Brelm: No proszę, TERAZ rzeczywiście. Ale KIEDYŚ byłem poszukiwaczem przygód!
Ribald: Naprawdę? A gdzieżeś Ty bywał, mój potężny i doświadczony poszukiwaczu przygód?
Brelm: Ja... cóż, skoro musisz wiedzieć... Swego czasu dobrze znano mnie w Scornubel.
Ribald: Więc musiałeś spotkać lorda Francisa. Albo Denala Sześć Palców. Oboje mieszkali tam, kiedy ostatnio byłem w Scornubel.
Brelm: ee... cóż, ja... nie. (krzywi się) Czasem naprawdę Cie nienawidzę, Ribald.

Dialog 3:
Brelm: W slumsach jest wielka, czarna kula, która ponoć pojawiła się znikąd.
Ribald: A poszedłeś, żeby to zobaczyć?
Brelm: A tak. W zeszłym tygodniu. Wielka jest. I ponura. Nikt nie wie, jak wejśc do środka... A z niej też nikt nie wychodzi.
Ribald: Przez cały zeszły tydzień chodziłeś zalany.
Brelm: Cóż, poszedłem ja zobaczyć, do licha! Ślepy nie jestem!
Ribald: A mi mówiłes coś innego, kiedy przedwczoraj wypiłeś dziewięć kubków turmińskiej whisky...
Brelm: Mam alergię na Turmisza. Zresztą, on nie ma nic wspólnego z tą kulą.

Dialog 4:
Brelm: Ostrzegam Cię Ribald... trzymaj tę wiwernę z dala ode mnie...
Ribald: Lucy nie skrzywdziłaby nawet muchy, Brelmie.

Brelm: Słuchaj mnie! Nie podoba mi sie jej wygląd, ani jej zapach. I już.

Dialog 5:
Brelm: Przyszedłem wprost ze statku. Wróciliśmy właśnie z Wysp Moonshae, Ach, niespokojne to wody.
Ribald: Brelmie, przeciez nigdy w swoim życiu nie postawiłeś nogi na pokładzie prawdziwego statku.
Brelm: Musisz tak otwierać gębę, nie?

Dialog 6:
Lilarcor: Miecz rozbłyskuje przez chwilę, po czym wzdycha, ponieważ jego świetność nie robi na Tobie wrażenia. A więc może teraz cos zabijemy?
Arlon: Jaki jest Twój stan mieczu?
Lilarcor: Od kiedy to sie o mnie troszczysz, poza chwilami gdy wbijam się w czyjeś flaki? No dobrze, daj mi chwilę do namysłu...
Lilarcor: Sądzę, że powinienem byc otoczony większą troską. Jestem bardziej wyszczerbiony niż ślepy bóbr... Wyglądam jak podrzędnej jakości pogrzebacz.

---------------------------------------------------------------------------

Dynaheir: Musisz trzymać tu tego gryzonia? To nieczyste bydle.
Minsc: Twoje uwagi są mi obojętne. Po prostu nie rozumiesz więzi jaka jest między Minsc'iem i Boo.

Jan Jansen: Nie mogę, jestem alergikiem, no, może nie aż takim wielkim...

Lilarcor: (po wczytaniu gry) Może i jestem myślącym mieczem ale nie posiadam formalnego WYKSZTAŁTOWACENIA.

Lilarcor: (podczas walki) A to za babcię, która mówiła, że nie zostanę niczym więcej niż nożem do masła.

Lilarcor: (podczas walki) Ja jestem kiler, ja jestem kiler!

Lilarcor: (po wczytaniu gry) Mój brat to rębajmistrz + 12!

----------------------------------------------------------------------

Viconia:
Janie. Kusi mnie co prawda, żeby pozwolić rozwinąć sie sytuacji, ale chyba lepiej cię ostrzegę.
Jan Jansen:
Taaak, moja ciemna brzoskwinko? Przed czym chcesz mnie ostrzec?
Viconia:
Na karku siedzi ci jadowity pająk. Śliczna bestyjka, słynna z trucizny, która zabija w kilka sekund.
Jan Jansen:
Wiesz, to mi przypomina, jak wujek Drapak przewrócił mnie trzonkiem cepa. 'Popatrz do tyłu!', krzyknął. 'Dlaczego? Co jest za mną?' Zapytałem, a on wrzeszczy 'Tyberiański żuk gnojownik!' więc ja oczywiście krzyknąłem z przerażenia i spojrzałem za siebie... i zgubiłem torbę najcudowniejszych rzep, jakiego kiedykolwiek wyrosły w Scourmbel. Mama Jansen się wściekła i dostałem za swoje.
Viconia:
O, patrz. Schodzi po twojej koszuli.
Jan Jansen:
A kiedy indziej uwierzyłem drowowi na słowo. 'Szczerba', mówię do niego, 'lepiej powiedz prawdę'. A on, rzecz jasna, przysiegał że nie kłamie. Krótko mówiąc, niecałe cztery tygodnie później dusiłem się w brzuchu wielkiego jaszczura. Nie miałem ani pochodni, ani poczucia humoru. Byłoby po mnie, gdyby gnomy nie były sławne z wywoływania napadów pierdzenia.
Viconia:
Na twoim miejscu bym sie tak nie wierciła, ty głupku. Zdenerwujesz go, a ja nie znam czarów, które mogą powstrzymać jego truciznę.
Jan Jansen:
Gdybym dostawał miedziaka za każdym razem, kiedy...eee, zaraz. Czuję co?... kto jest za mną? Co to, tam z tyłu?!
Viconia:
Przecież cały czas ci powtarzam. Pewnie właśnie w tej chwili wbija kły w twoje ciałko.
Jan Jansen:
Co? ale ja - auć! AAAACH! NIEEEE! JESTEM ZA MŁODY, ŻEBY UMRZEĆ! AAAACH! NA POMOC! ODTRUTKĘ, ODTRUTKĘ! OD BÓLU DOSTAJĘ WIATRÓW!AAAAAA!
Jan Jansen:
NIE CHCĘ... ech? Zaraz, przecież to mucha. Martwa mucha. To znaczy że niepotrzebnie zerwałem z siebie koszulę?
Viconia:
Cha, cha! Życie ma jednak przyjemne strony. Nawet dla drowa.
Jan Jansen:
Jesteś okrutną, złośliwą kobietą, Viconio. Niech mnie Garl chroni, ależ jestem wkurzony.
Viconia:
Dobrze, odchodzę.

----------------------------------------------------------------

Edwin:
Viconio, w czasie naszych podróży, nabrałem wielkiego szacunku dla twej... żywiołowości.
Viconia:
A ja, Edwinie, jakoś nie mogę polubić twojego głosu i to od pierwszego dnia, gdy usłyszałam to nosowe skamlenie.
Edwin:
Ech...
Viconia:
Odejdź, Edwinie. Nie jestem w nastroju do twojego towarzystwa.

----------------------------------------------------------------------

Edwin:
No wykrztuś to z siebie, gnomie! Widzę, że znowu fabrykujesz kolejne z twoich wymyślnych kłamstw, kiedy tak na mnie patrzysz!
Jan Jansen:
Ach, nie denerwuj się tak. Chodzi o to, że z tego miejsca bardzo przypominasz mojego wuja Agera.
Edwin:
I jak sie mogę domyśleć był komicznie zeszpecony, albo brakowało mu paru klepek w głowie, albo jego potworny smród nie pozwalał spadać gwiazdom, albo miał jakąś inną ledwie zakamuflowaną wadę, o której wspomnisz tylko po to, żeby poniżyć mnie w oczach innych!
Jan Jansen:
Eee, nie, był magiem. Powiedz, Edwinie, masz jakieś kłopoty w domu?
Edwin:
(wzdycha) Odejdź, gnomie. Odejdź.

-----------------------------------------------------------------------------

Lilarcor: Mój ostatni właściciel zawsze twierdził, że ostry i cięty ze mnie twardziel hehehe, ależ to był głąb.
Aiki